
Najpierw szukałam dla siebie. Potem zaczęli pytać znajomi.
toPrawdziwe.pl to katalog polskich sklepów, gospodarstw i manufaktur, w których produkt powstaje naprawdę tam, gdzie deklaruje sprzedawca. Prowadzę go sama i tu piszę, jak wybieram — oraz czego o tych miejscach nie wiem.
Zaczęło się od mojego koszyka
Nie zaczęło się od pomysłu na portal. Zaczęło się od tego, że dla siebie umiałam znaleźć prawdziwe produkty. Masło od gospodarza, nie miks tłuszczów. Mydło o składzie z pięciu rzeczy. Wędlina bez azotynu. Pisałam do wytwórców i pytałam o skład, czasem o to, czyje jest mleko — raz dostawałam odpowiedź, raz ciszę.
Potem zaczęły się pytania. „Skąd masz ten ser?” „A gdzie kupujesz kremy dla małej?” Odpowiadałam z pamięci, później z notatek w telefonie. W końcu z listy, która zrobiła się za długa, żeby wysłać ją w jednej wiadomości.
Ta lista jest pierwszą wersją tego katalogu. Nie wymyśliłam niczego nowego — przestałam tylko trzymać ją dla siebie.

Co znaczy „prawdziwe”
Najszybciej tłumaczy to mleko. Kiedy mówiłam znajomym, że mam bardzo dobre mleko, jedni rozumieli, że dobrze smakuje, a drudzy, że jest tanie. Ja miałam na myśli coś trzeciego: gospodarstwo, w którym krowy stoją na trawie, a nie na paszy dobranej tak, żeby dały jak najwięcej i jak najszybciej; oborę, w której da się wytrzymać; mleko, którego potem nikt nie przepala w przetwórni. To widać w składzie — zostaje w nim więcej tego, po co się je pije, choćby kwasów omega-3.
Z chlebem jest tak samo. Prawdziwy chleb rośnie na zakwasie, który ktoś karmi codziennie, a nie na gotowej mieszance z polepszaczami i „zakwasem w proszku” na liście składników. W jedzeniu patrzę też na to, czego w składzie nie ma: konserwantów i dodatków wstawionych po to, żeby towar przeleżał pół roku w hurtowni. W kosmetykach — na brak chemii, której nie umiesz nazwać, a która siedzi w słoiku, bo jest tańsza od tego, co powinno tam być.
Ubranie liczy się tak samo jak jedzenie. Nie tylko krój i moda, ale skład: bawełna, len, wełna zamiast plastiku z metką. To rzecz, którą nosisz przy skórze przez cały dzień.
Jedno zastrzeżenie, bo to nie jest obietnica. „Prawdziwy” znaczy u mnie tyle: produkt jest tym, co deklaruje sprzedawca, i da się to sprawdzić. Nie znaczy „zdrowszy” ani „lepszy” — co z tym zrobisz, zależy od ciebie.
Po co to jest
Takich wytwórców w Polsce nie brakuje. Brakuje sposobu, żeby ich znaleźć. Jedni siedzą na Instagramie i nie mają sklepu, drudzy mają stronę z 2012 roku, trzeci robią najlepszy ser w okolicy i nie mają pojęcia, jak trafić wyżej w Google. Żeby dojść do jednego takiego miejsca, trzeba przejść przez trzy ekrany reklam.
Chcę, żeby to był największy katalog takich miejsc w Polsce — i nie tylko małych. Gospodarstwo, które sprzedaje sery w piątki, stoi tu obok sklepu z własnym magazynem i kilkuset pozycjami, bo o wpisie decyduje towar, a nie wielkość firmy. Sklep, który zbiera wyroby kilkudziesięciu polskich wytwórców i mówi, od kogo je bierze, przechodzi dokładnie to samo sprawdzenie co manufaktura. Takich większych jest dziś w katalogu 14, obok 63 wytwórców.
Chodzi o to, żeby szukać w jednym miejscu, a nie w dziesięciu. Katalog filtruje się po kategorii, mieście i tym, co dokładnie robią, a mapa pokazuje, do czego da się pojechać.
77 miejsc w katalogu
W tym 63 wytwórców i 14 sklepów, które sprzedają polskie wyroby.
48 miejsc z punktem na mapie
Tyle da się odwiedzić osobiście — przy gospodarstwie, w manufakturze, na straganie. Zobacz listę.
70 sklepów z dostawą
Zamówisz z dowolnego miejsca w Polsce, bez wychodzenia z domu.
9 kategorii
Od jedzenia i kosmetyków po ubrania, dom i karmę dla zwierząt. Wszystkie kategorie.
Co musi mieć miejsce, które tu trafia
Nie jestem urzędem i nie wydaję certyfikatów. Wybieram — i na tym stoi ta strona. Wiem, jak wygląda masówka udająca rzemiosło, bo uczyłam się tego przez lata na własnych zakupach. Cztery rzeczy muszą się zgadzać, żeby miejsce weszło do katalogu.
Za produktem stoi konkretny wytwórca
Gospodarstwo, rodzinna firma, manufaktura — czyli mały zakład, w którym robi się ręcznie i w małych partiach. Albo sklep, który takich wytwórców sprzedaje i mówi, od kogo bierze towar.
Skład się broni
Krótki i czytelny. Bez wypełniaczy, które są w środku tylko dlatego, że są tańsze od tego, co powinno tam być.
Wiadomo, gdzie to powstaje
Produkcja w Polsce. A jeśli surowiec musi przyjechać z daleka, jak herbata albo kakao, to wiadomo czyj jest i skąd.
Skala nie wymyka się spod kontroli
U wytwórcy: własna receptura, małe partie, sezon. W większym sklepie: pewność, czyj towar stoi na półce. Nie przechodzi tysiąc sztuk z cudzej taśmy pod własną etykietą.
Czego tu nie ma
Sklepów, które nie mają towaru u siebie — tych, które przekazują zamówienie hurtowni, często z drugiego końca świata, i same paczki na oczy nie widzą. Towaru z hurtowni przepakowanego w cudzą etykietę. Masówki z dyskontu, choćby miała na opakowaniu łąkę i napis „tradycyjny”. Wpisów za pieniądze — reklamę można kupić gdzie indziej, obecności tutaj nie.
Nie byłam w każdym z tych miejsc
Kupuję tu sama
Część katalogu znam z własnego koszyka. To te miejsca są powodem, dla którego ta strona w ogóle powstała, i te mogę polecić osobiście.
Sprawdzone u źródła
Rejestr firmy, skład produktów, pochodzenie surowca, rozmowa ze sprzedawcą. Wiem, kto to robi i z czego, nawet jeśli nie stałam w tej kuchni.
Zgłoszone i sprawdzone wstępnie
Spełnia cztery progi wejścia i czeka na resztę. Jest w katalogu, bo lepiej wiedzieć, że istnieje, niż nie wiedzieć.
I nie będę udawać, że byłam. Przy 77 adresach i liście, która ma rosnąć, byłaby to nieprawda. Wolę napisać, czego nie wiem, niż zapewniać o czymś, czego nie sprawdziłam.
Dlatego na profilu sklepu są filary prawdziwości — nazwane powody, dla których to miejsce tu jest. Ma je 76 z 77 wpisów. Datę ostatniego sprawdzenia ma 63 i to jest dokładnie ta liczba, nad którą teraz siedzę. Zasady pracy i pieniądze opisuję w osobnej notce o redakcji.
Co chcę z tym zrobić
Lista ma rosnąć w każdej kategorii, w której da się kupić coś prawdziwego. Chcę też, żeby z czasem swoje doświadczenia dopisywali czytelnicy: kto kupił, kto pojechał, co dostał. Na razie zgłoszenia i sprostowania przychodzą mailem i każde czytam sama — odpowiadam w ciągu 3 dni roboczych.
Częste pytania
Czy byłaś w każdym z tych sklepów?
Nie. Część znam z własnego koszyka, część sprawdzam na dokumentach i w rozmowie ze sprzedawcą. Katalog rośnie szybciej, niż jedna osoba jest w stanie jeździć po Polsce, więc wolę powiedzieć to wprost, niż obiecywać wizyty, których nie dowiozę. Na profilu widać, co o danym miejscu wiem: filary prawdziwości i datę ostatniego sprawdzenia.
Czy sklepy płacą za obecność w katalogu?
Nie i nie będą. Wpisu nie można kupić ani przesunąć wyżej na liście. Stronę utrzymuję z oznaczonych linków: jeśli kupisz przez taki link, dostaję prowizję, a cena dla ciebie jest dokładnie ta sama. Do tego dochodzą kody rabatowe, które sklepy przekazują czytelnikom. Prowizja nie zmienia tego, kto wchodzi do katalogu, a treści sponsorowanych nie publikuję.
Czym różni się wytwórca od sklepu, który go sprzedaje?
Wytwórca robi produkt sam: gospodarstwo, manufaktura, pasieka. Sklep z polskimi wyrobami zbiera je w jednym miejscu i przechodzi te same progi wejścia — sprawdzam, od kogo faktycznie bierze towar. Jedno i drugie jest w katalogu, bo czasem chcesz pojechać do źródła, a czasem zamówić dziesięć rzeczy w jednej paczce.
Co oznacza data przy znaczku „Zweryfikowano”?
To dzień, w którym ostatnio przeglądałam profil: dane kontaktowe, asortyment, deklaracje o pochodzeniu. Nie jest to data wizyty i nie udaje certyfikatu. Im starsza, tym większa szansa, że coś się zmieniło — jeśli widzisz rozbieżność, napisz, poprawiam po sprawdzeniu.
Jak zgłosić sklep albo błąd w profilu?
Formularzem „Zgłoś sklep” albo mailem do redakcji. Możesz zgłosić własny sklep i miejsce, które znasz jako klient — obie ścieżki traktuję tak samo. Sprostowania mają pierwszeństwo przed nowymi zgłoszeniami, bo błąd w opublikowanym profilu szkodzi bardziej niż brak wpisu.
Co zmieniło się w tym tekście
Nowa sekcja „Co znaczy prawdziwe” z przykładami: mleko od krów z pastwiska, chleb na prowadzonym zakwasie, skład ubrań, brak konserwantów w jedzeniu i chemii w kosmetykach. Napisane też wprost, że w katalogu są większe sklepy, nie tylko małe gospodarstwa.
Manifest zamieniony na opis projektu: skąd wziął się katalog, po co jest i ile wiem o każdym miejscu. Zamiast obietnicy wizyt u każdego wytwórcy są trzy poziomy pewności.